Korzystając z naszej strony wyrażają Państwo zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies. Używamy ich do celów statystycznych. W programie służącym do obsługi Internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Aby dowiedzieć się więcej na temat cookies, w jaki sposób z nich korzystamy oraz jak je wyłączyć, kliknij tutaj.
[x]
Strona głównaO nasNasza ofertaWarsztatyWarunki uczestnictwa SzkoleniaOśrodekOpinie uczestnikówCzytelniaKsiążki AniKontakt
Pracownia Psychoterapii
i Psychoedukacji
PROMETEA
jest częścią Stowarzyszenia
Profilaktyki Problemowej PROFIPRO 
www.profipro.org.pl
Odwiedzin dziś: 177
Odwiedzin wszystkich: 589966


          Grażyna Płachcińska
         
Proste sposoby, żeby sobie poradzić
         
         
          " Poproszę pół litra sera" - powiedziała Teresa do ekspedientki stojąc przed stoiskiem monopolowym. Od kilku dni była w procesie nawrotu. Wiedziała o tym i myślała: "Wiem, że jestem w nawrocie, a jak wiem, to się nie napiję". I w zasadzie nic nie robiła w tej sprawie. Od kilku miesięcy utrzymywała abstynencję, była po leczeniu odwykowym, uczestniczyła w zajęciach poświęconych nawrotom choroby. Miała wiedzę, ale jej nie praktykowała.
         
          Poza tym była w bardzo trudnej sytuacji: rozstawała się z pijącym i maltretującym ją mężem. Sprawa sądowa toczyła się długo i była potwornie stresująca, a ona w tym wszystkim zupełnie sama. Na mitingi czasem chodziła, ale nieregularnie: "Nie miałam czasu, wszystko było na mojej głowie - dzieci,
          Praca, i jeszcze ten rozwód, i brudy z nim związane. Nie miałam siły na nic. Kiepsko spałam, denerwowałam się, bałam o przyszłość. Myślałam, że kiedyś to już bym piła i byłam zadowolona, że teraz nie piję i nie przegram znowu swojego życia. Czułam, że mam nawrót, ale przecież sobie poradzę". Zamykała się coraz bardziej, przestała rozmawiać z ludźmi: "Muszę poradzić sobie sama, co ludzi obchodzą moje problemy".
         
          W takim stanie psychofizycznym wybrała się po zakupy na następny dzień: "Sama nie wiem, jak to się stało, że stanęłam przy monopolowym. Gapiłam się na butelki, a w głowie miałam myśl, że mam kupić ser. Nie słyszałam, co powiedziałam. Patrzyłam na zdziwioną minę sprzedawczyni i myślałam, że jakaś tępa czy głucha - nie słyszy, co mówię, i nie daje mi tego twarogu. Pewnie powtórzyłam to jeszcze raz, bo ona wówczas zapytała, jaką chcę wódkę, a ja, że chcę ser, twaróg. No to ona powiedziała, że ser jest na nabiałowym, a tu jest monopolowy. Dopiero wtedy dotarło do mnie, gdzie stoję, na co się gapię i co mówię. I poczułam straszliwe ssanie w żołądku. Przestraszyłam się i uciekłam z tego sklepu do domu. Noc przesiedziałam w kącie przy łóżku, bałam się ruszyć, że się napiję. Cała się trzęsłam. W buzi było mi okropnie sucho, usta miałam wyschnięte na wiór. Pociłam się. A w głowie tylko ta jedna myśl: albo się napiję, albo zwariuję. Rano pobiegłam na oddział odwykowy".
         
          Janek od wielu miesięcy był w ciągłym stresie. Abstynencję utrzymywał od 15 lat, był sponsorem dla wielu rozpoczynających trzeźwienie. Świetnie radził sobie z życiem pomimo bardzo trudnej sytuacji: rok wcześniej stracił bliską osobę, ale mimo żałoby i cierpienia dobrze funkcjonował. Znajomi współczuli mu i podziwiali go. A jemu "po tylu latach niepicia nie wypadało mieć nawrotu - opowiadał. - Ale z dnia na dzień było mi coraz gorzej i ciężej. Stawałem się coraz bardziej opryskliwy, wybuchowy, smutny i zgorzkniały. Nie chciało mi się żyć. Myśli miałem coraz bardziej czarne i ponure. Straszyłem sam siebie, że pewnie się powieszę jak mój ojciec po pijaku. Miałem iść do szpitala na kolejną operację, bałem się bólu fizycznego. W ostatnich dniach myślałem, że albo skoczę z ósmego piętra, albo zwariuję. Bolało mnie wszystko, całe ciało. A może sobie ulżę - myślałem - wypiję tylko ćwiartkę, żeby chociaż na chwilę przestało boleć".
         
          Wypił więc ćwiartkę. Niestety, pomogła rzeczywiście tylko na chwilę. Potem bolało jeszcze bardziej, wypił następną ćwiartkę, następną, pół litra i jeszcze kieliszek, żeby się wyciszyć. Żeby nie czuć tego bólu kości, mięśni, a przede wszystkim żeby nie przeżywać tego okropnego paraliżującego lęku przed życiem. Nie działało. Pił dwa dni. Wezwał lekarza z kroplówką, odtruł się i wrócił do terapii.
         
          Są to przykłady dwóch osób, które przeszły proces nawrotu aż do odczuwania fizycznych objawów głodu alkoholowego. Najczęściej pacjenci w nawrocie rozpoczynają swoją opowieść zdaniem tego rodzaju: "Już dłużej nie wytrzymam, albo się zabiję, albo zwariuję, albo się napiję. Nie chcę się napić". Jak pomóc osobom będącym w stanie głodu alkoholowego? Przede wszystkim nie wolno zaczynać od wymówek typu: "Nic nie robiłeś, to masz". Nie straszyć, że nawroty są nieuniknione, nie snuć fatalnych przepowiedni. Najpierw trzeba po prostu spokojnie i życzliwie wysłuchać człowieka, notując ważne elementy tego słowotoku i "po cichu" trochę go porządkując do późniejszej pracy - kiedy pacjent będzie w lepszym stanie psychofizycznym, można będzie prześledzić przyczyny i cały proces nawrotu.
         
          Następnie należy rzeczowo wypytać o aktualne objawy i dolegliwości. Te fizyczne są bardzo podobnie jak w zespole odstawienia. Charakterystyczna jest suchość w ustach, brak śliny, zaschnięte wargi, ssanie w żołądku - aż do bólu. Czasem pojawia się uczucie łamania w kościach i bóle mięśniowe, intensyfikują się też doznania bólowe starych schorzeń. Może wystąpić brak apetytu i trudności ze snem aż do bezsenności. Dolegliwości psychiczne to przeżywanie przykrych emocji, głównie lęku, paniki, złości, gniewu, znudzenia i poczucia bezsensu życia. I ta jedna uporczywa myśl, jedno pragnienie: żeby przestało boleć. I żadnego konstruktywnego pomysłu, jak z tego wyjść, przy jednoczesnej izolacji od ludzi i Siły Wyższej, czyli z poczuciem braku jakiegokolwiek oparcia w kimkolwiek i czymkolwiek - poza alkoholem. Bo ten jak w automacie wyskakuje na pierwszy plan.
         
          Jak zatem pomóc? Skuteczne są rzeczy najprostsze: na suche, spieczone usta nakładać krem nawilżający z wazeliną, pić dużo płynów (wody niegazowanej, słabiutkiej herbaty z cukrem, łagodnych soków), przez kilka dni  pić napar z melisy, który łagodzi napięcie i obniża poziom lęku. Warto nosić przy sobie bułkę, sucharek czy inne pieczywo i pogryzać, ponieważ żaden duży posiłek "nie wchodzi", a po kawałeczku człowiek da radę. Tylko że musi stale mieć przy sobie jakieś pożywienie, żeby kwasy żołądkowe miały co trawić, a nie wżerały się we własny żołądek. Trzeba jeść lekkie, łagodne potrawy, głównie gotowane, czyli wskazana jest tzw. dieta lekkostrawna.
         
          Trzeba często brać prysznic i tym sposobem łagodzić napięcie mięśniowe i zmywać pot, a także uzyskiwać uczucie świeżości. Natomiast z powodu skoków ciśnienia niewskazane są długie kąpiele w wannie w gorącej wodzie, należy też odstawić mocną herbatę i kawę. Jeśli to możliwe, warto zafundować sobie masaż albo akupunkturę - zmniejszy napięcia mięśniowe, rozluźni również psychicznie. Ponieważ w stanie głodu alkoholowego człowiek "czarno widzi" swoje życie, więc dostrzega głównie czarne kolory i ubiera się na czarno-szaro, dobrze więc zalecić ubieranie się w jasne, pastelowe kolory, żeby nie dokładać sobie żałoby.
         
          W fazie intensywnego głodu alkoholowego obniża się zdolność koncentracji, gorzej funkcjonuje pamięć, zwiększa się męczliwość organizmu, zmniejsza zdolność do długotrwałego wysiłku zarówno fizycznego, jak i psychicznego. Trzeba pomóc pacjentowi uświadomić sobie te objawy i zapewnić go, że to stan przejściowy, mijający. Należy również pomóc mu sformułować na piśmie krótkoterminowe, bardzo konkretne i minimalne plany czynności na najbliższe dni, dzieląc je na każdy kolejny dzień wedle programu "24 godziny".
         
          W fazie głodu pacjent ma duży napęd i często chce załatwiać różne zaległe, aktualne i przyszłe ważne sprawy. Ma nadzieję, że w ten sposób oderwie się, ucieknie od przykrych dolegliwości. Należy go spokojnie od tego odwieść i sporządzić z nim listę ważnych spraw do załatwienia, żeby poszeregować je według ważności i zacząć załatwiać dopiero wtedy, kiedy uczucie głodu alkoholowego osłabnie.
         
          Dobrze jest ustalić z pacjentem, kogo w pracy może poprosić o pomoc. Na przykład jedna z moich dawnych pacjentek, Kasia, która pracuje w redakcji gazety, poprosiła kolegę o ponowne przeczytanie redagowanych przez siebie tekstów. Żeby ktoś inny zdrowszym okiem i rozumem sprawdził jakość jej pracy, jako że jej koncentracja w tych dniach była mniejsza, a tym samym z łatwością mogła nie zauważyć błędów.
         
          Niemal oczywistością jest zalecanie regularnej obecności na mitingach AA. Miting przez swoje zasady - nie udzielanie rad, niedyskutowanie, dobrowolne zgłaszanie się do głosu itd. - jest bodaj jedyną formułą grupową, w której pacjent jest w stanie uczestniczyć. Daje zaś olbrzymie korzyści: cierpiący człowiek nie jest sam, tylko wśród ludzi rozumiejących problem, z którym się boryka. Wielu z nich doświadczało głodu alkoholowego, znają ten ból i są żywym dowodem, że można go przeżyć, że głód mija po paru dniach. Jest wśród ludzi, którzy dają nadzieję i są życzliwi. Nie musi nic mówić, mordować się nad skleceniem sensownej wypowiedzi, a z tym ma olbrzymią trudność - może tylko słuchać. Uzupełniającą rolę wobec grupy AA może pełnić życzliwa grupa wspólnoty religijnej, gdzie pacjent może zyskać dodatkowe oparcie w Sile Wyższej.
         
          Zwykle objawy głodu łagodnieją po kilku dniach. Dopiero wtedy można i należy rozpocząć analizę całego procesu nawrotu choroby i opracować plan wychodzenia z niego.
         
         
          [tekst ukazał się w miesięczniku "Świat Problemów" nr 6 (125) czerwiec 2003]
         

..............................................